OK. Powiedzmy sobie szczerze. Miałem właśnie napisać cały artykuł o starożytnych kościach i innych ponurych sprawach.
Ale teraz faktycznie jestem w tym wspaniałym mieście. NIE DO WIARY!
Sytuacja wygląda tak: w jednej chwili siedziałem nad Atlantykiem z grillowanymi sardynkami i zimnym piwem, zastanawiając się, czy życie może być jeszcze lepsze. A chwilę później znalazłem się w samym sercu lądu, stojąc w XVI-wiecznej kaplicy zbudowanej w dużej mierze z ludzkich kości. Witajcie w Évorze.
Starożytna destynacja
Położona w samym sercu regionu Alentejo, około dziewięćdziesięciu minut na wschód od Lizbony, Évora jest jednym z najbardziej niezwykłych miast Portugalii. Jest starożytna, piękna, zadziwiająco bogata kulturowo, a w jednym konkretnym zakątku budzi odrobinę niepokoju. Nie dlatego, że jest niebezpieczna. Wręcz przeciwnie. W rzeczywistości Évora jest niezwykle elegancka i dość cywilizowana.
Gdy tylko tu wkroczyłem, od razu poczułem, że to miejsce ma w sobie coś wyjątkowego. Nawet największe superlatywy nie oddają w pełni uroku Évory. Starsi panowie wciąż siedzą na zacienionych placach, omawiając sprawy najwyższej wagi, takie jak „futebol” i polityka. Jednak pod spokojną powierzchnią Évory kryje się miasto, które przez ponad dwa tysiące lat gromadziło historie. I oczywiście wciąż powstają nowe.
Byli tu Rzymianie: prawdopodobnie pierwsza grupa, która pozostawiła po sobie coś znaczącego. Ich wspaniała świątynia wciąż stoi dumnie w samym sercu miasta. Budowla ta, często nazywana Świątynią Diany, pozostaje jednym z najlepiej zachowanych rzymskich zabytków na całym Półwyspie Iberyjskim. Stojąc u stóp jej strzelistych kolumn, nie sposób nie poczuć więzi z epoką, w której mężczyźni w sandałach zdołali jakoś zbudować całe imperium rozciągające się od Wielkiej Brytanii aż po Afrykę Północną. York musiał wydawać się bardzo odległy, skoro nie było wtedy easyJetu ani WhatsAppa?
W każdym razie Rzymianie w końcu odeszli, a pojawili się Wizygoci. Potem nadeszli Maurowie, zanim chrześcijanie odzyskali miasto, a także resztę Półwyspu Iberyjskiego podczas rekonkwisty. Ale to wszystko już wiemy, prawda?
Stolica okręgu
Dzisiaj Évora pozostaje stolicą okręgu noszącego jej imię.
Szerszy obszar okręgu to klasyczne Alentejo, z rozległymi, falistymi równinami rozciągającymi się ku odległym horyzontom. Lasy dębów korkowych i niekończące się – i naprawdę mam na myśli NIEKOŃCZĄCE SIĘ – plantacje oliwek dominują w tym wyblakłym od słońca krajobrazie.
A co z jedzeniem? Cóż, kuchnia Alentejo jest cudownie prosta. Chleb, oliwa z oliwek, czosnek, wieprzowina i zioła to podstawowe składniki wielu lokalnych potraw. Słynne połączenie wieprzowiny i małż brzmi jak kulinarny pomysł, który w jakiś sposób przerodził się w niełatwe małżeństwo. Ale to działa. W tutejszym jedzeniu wyczułem wyraźnie hiszpański klimat. Oczywiście granica z Hiszpanią znajduje się zaledwie rzut kamieniem stąd, więc nie ma w tym nic dziwnego.
No i są jeszcze wina.
Jeśli, powiedzmy, Bordeaux to elegancki biznesmen świata wina, to Alentejo to wesoły rolnik, który pojawia się w zabłoconych butach, ale jakoś udaje mu się podać na stół coś równie imponującego. Nie jestem nudnym koneserem wina, po prostu dostrzegam to, co naprawdę ważne. Wiedząc, co faktycznie mi smakuje, naprawdę lubię wina z Alentejo. Não é complicado, meus amigos.
Kaplica Kości
Jednak pomimo wszystkich tych cudów istnieje jedno miejsce, które wciąż przyciąga turystów.
A Capela dos Ossos. Albo Kaplica Kości. Brzmi jak tytuł albumu heavy metalowego z lat 80., prawda? Położona obok kościoła św. Franciszka kaplica została zbudowana w XVI wieku przez mnichów franciszkańskich. A przynajmniej tak mi powiedziano – przez profesora Google’a.
W każdym razie. Historia głosi, że w czasach tych mnichów lokalne cmentarze stawały się nieco przepełnione. Praktycznym rozwiązaniem byłoby stworzenie większych cmentarzy. Jednak najwyraźniej mnisi mieli inne pomysły. Dlaczego by nie wykopać tysięcy szkieletów i nie wykorzystać kości jako dekoracji wnętrz? Hmmm? Cudowne?
To rozwiązanie w zakresie wystroju wnętrz jest jeszcze bardziej dziwaczne niż niektóre projekty Laurence’a Llewelyna-Bowena. Cała ta sprawa wydaje się nieco szalona, dopóki nie zaczniemy rozumieć jej celu. Widzicie, kaplica miała być miejscem refleksji nad ludzką śmiertelnością. Bogactwo, status, władza i próżność w końcu bledną, gdy wesoły stary kosiarz przychodzi, węsząc. Co za nieszczęsny stary łajdak. Królowie, chłopi, poeci, księża, a nawet politycy – wszyscy są tylko pożywieniem dla tego nieznośnego starego łotra.
W każdym razie ściany i kolumny kaplicy pokryte są szczątkami około 5 000 ofiar ponurego żniwa kostuchy. 5 000! Czaszki spoglądają z każdej powierzchni, a kości udowe ułożone są w geometryczne wzory. A jednak jakoś to działa.
Kaplica nie budzi raczej odrazę, a raczej nastrój sprzyjający zadumie. Nad wejściem widnieje napis, który stał się sławny w całej Portugalii: „My, kości, które tu leżymy, czekamy na wasze”. Z pewnością urzekające.
No dobrze. Ta stara kaplica nie jest dokładnie tym, czego można by się spodziewać w Disneylandzie. A jednak jest w niej coś brutalnie szczerego. Współczesne społeczeństwo poświęca ogromną ilość czasu i wysiłku na udawanie, że śmiertelność to problem kogoś innego. Dążymy do młodości, unikamy rozmów o „tych sprawach” i kupujemy drogie produkty przeciwstarzeniowe, których głównym celem wydaje się być opróżnianie naszych portfeli. Niestety, na moją starą twarz i tak nic nie działa; wciąż wygląda jak stara koźlica.
Wydaje się, że mnisi z Évory mieli o wiele prostsze podejście do całej tej sprawy śmiertelności. Po prostu wypełnili pomieszczenie szkieletami i pogodzili się z tym, że nasze wspólne losy są przesądzone. Dlatego odwiedzający często przybywają tu, spodziewając się horroru.
Miejsce wpisane na listę światowego dziedzictwa
To, co faktycznie tu znajdują, to zmiana perspektywy, ponieważ te stare kości należały do zwykłych mieszkańców Évory. Kupców, rzemieślników, rolników i robotników, których imiona już dawno popadły w zapomnienie. A jednak, wieki później, oto są, pełniąc swoją ostatnią służbę. Przypominają nam, byśmy nie traktowali siebie zbyt poważnie.
Widzicie więc, że trudno jest obsesyjnie skupiać się na błahych sprawach, takich jak posiadanie najnowszego luksusowego SUV-a, stojąc pośród tysięcy starożytnych szkieletów. Kaplica Kości z pewnością potrafi zmienić nasze priorytety. Tymczasem na zewnątrz życie toczy się normalnie. My, turyści, spacerujemy po średniowiecznych uliczkach; kawiarnie tętnią rozmowami, a setki jaskółek, robiąc kupki, przelatują między wieżami kościołów, tak jak robiły to od wieków. Być może to właśnie ten kontrast sprawia, że miasto to tak zapada w pamięć?
Évora rozumie coś, o czym wiele innych miejsc zdaje się zapominać. Historia nie jest czymś zachowanym w muzeach. Otacza nas każdego dnia. Kształtuje nasze ulice, budynki i kulturę. Przypomina nam, że każde pokolenie uważa się za niezwykle ważne, zanim w końcu staniemy się tylko kolejnym rozdziałem w znacznie większej opowieści. Pięknej opowieści, która jest opowiadana każdego dnia.
Évora zasłużyła na status miejsca wpisanego na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Nie ze względu na pojedynczy zabytek, ale dzięki niezwykłemu sposobowi, w jaki tak wiele warstw historii współistnieje z codziennym życiem w jednym wyjątkowym miejscu. Rzymskie kolumny, średniowieczne mury i renesansowe kościoły współistnieją tu obok siebie. I to jest wspaniałe.
Jeśli więc Twoje podróże w końcu zaprowadzą Cię do Alentejo, naprawdę MUSISZ znaleźć czas na Évorę. Spaceruj ulicami, degustuj wina i po prostu zanurz się w tej chwili.
Tak. Być może warto też spędzić kilka spokojnych minut w Kaplicy Kości. Być może wyjdziesz stamtąd z lekkim niepokojem? Ale równie dobrze możesz poczuć się odrobinę pokorny. Ja tak właśnie się czułem.






Follow us on social media