Większość osób odwiedzających sklepy charytatywne, takie jak Madrugada, przychodzi tam po prostu, żeby się rozejrzeć. Spacerują po sklepie i sprawdzają, co nowego się pojawiło, jakie ciekawe drobiazgi trafiły do sklepu w poszukiwaniu nowych, troskliwych właścicieli. Zawsze coś się znajdzie. Coś, czego potrzebujesz, coś, czego pragniesz, prezent dla przyjaciela, męża czy żony. Albo po prostu coś, co umili ci dzień. No i oczywiście jest w tym jeszcze ten aspekt dobrego samopoczucia. Zrobiłeś coś, by pomóc komuś innemu, a jednocześnie dobrze się bawiłeś.
Od lat sklep charytatywny Madrugada w Lagao pełni właśnie taką rolę dla wielu klientów.
Ale sytuacja uległa zmianie. Zainspirowany artykułem w „The Portugal News” na temat „Madrugady”, rozmawiałem ostatnio lub skontaktowało się ze mną kilka osób, które są albo klientami, albo wolontariuszami w sklepie „Madrugada” w Lagoa i które są niezadowolone ze zmian, które ich zdaniem nie idą na lepsze.
Zmiany na lepsze? Raczej nie…
W swojej nieskończonej mądrości kierownictwo postanowiło przekształcić sklep Madrugada w Lagoa w sklep wyłącznie z odzieżą.
Wszystkie przedmioty, które sprawiały, że wizyty i przeglądanie asortymentu były tak przyjemne, zniknęły. Pozostało to, co można znaleźć w każdym sklepie odzieżowym w Algarve, czy to chińskim, czy markowym. Wszystko, co było wyjątkowe w tym sklepie charytatywnym, zniknęło.
Oczywiście wszyscy, z którymi rozmawiałem, rozumieją, dlaczego ciężkie meble, które tam również były sprzedawane, stawały się prawdziwym obciążeniem. Te duże, ciężkie meble trzeba było nie tylko odebrać, ale także wnieść do sklepu, a później ponownie przenieść i przetransportować do nowych właścicieli. Oznaczało to, że dwie furgonetki musiały być stale w gotowości, podobnie jak potrzebnych było dwóch silnych wolontariuszy do przenoszenia mebli. Dlatego właściwie można to zrozumieć – wszyscy się co do tego zgadzają – że w Lagoa nie ma już dużych mebli, a są one dostępne tylko w Lagos.
Nikt jednak tak naprawdę nie rozumie, dlaczego musiały zniknąć również bibeloty, wszystkie artykuły gospodarstwa domowego i inne drobiazgi. Wszystkie rzeczy kuchenne, wszystkie przedmioty dekoracyjne, wszystkie małe skarby, które sprawiały, że wizyta w sklepie była tak przyjemnym doświadczeniem. Większość osób, które tu wchodziły, miło spędzała czas, po prostu rozglądając się, rozmawiając z wolontariuszami, i zazwyczaj wychodziła z czymś. W ten sposób sprawiały sobie przyjemność i wspierały Madrugadę.
Konsekwencje
Z tej fatalnej decyzji kierownictwa wynikają dwie główne konsekwencje. Wolontariusze pomagający w sklepie ryzykują teraz, że umrą z nudów; niektórzy już odeszli z powodu tej decyzji. Po drugie, i co najważniejsze, sądzę, że spadły przychody, co oznacza mniej pieniędzy dla Madrugady i być może, w końcu, problem z opłaceniem czynszu za powierzchnię sklepową.
Słyszałem plotki o krążących szeptach dotyczących zmiany nazwy tego konkretnego sklepu Madrugada na „Madrunada”.








Follow us on social media