Spotkanie to, w którym wzięło udział ponad tysiąc członków najwyższej kadry kierowniczej korporacji z branży z obu stron Atlantyku, odbyło się przy wsparciu liderów operatorów telekomunikacyjnych i centrów danych. Było zatem zrozumiałe, że obrady zgromadzonych uczestników miały na celu nawiązanie partnerstw inwestycyjnych, które mogłyby doprowadzić dynamicznie rozwijającą się branżę sztucznej inteligencji do sukcesu i zysków.
Obecni byli również różni potentaci portugalskiego rynku nieruchomości, pełnijący rolę konsultantów ds. nabywania działek pod budowę ogromnych obiektów planowanych w naszym kraju oraz luksusowych mieszkań, których będą potrzebować technokraci. Słusznie wyrażono obawy co do zdolności władz do zaspokojenia przewidywanego ogromnego zapotrzebowania na energię i wodę, których dostawcy mają obecnie trudności z zaspokojeniem potrzeb krajowych. Przewidywano, że „obiekty przeznaczone dla sztucznej inteligencji odnotują sam w sobie 50-procentowy wzrost zapotrzebowania na energię”.
Prezes MEO poinformowała, że Portugalia dysponuje już 8 000 km tras światłowodowych i wyraziła przekonanie, że rozbudowa odnawialnych źródeł energii zapewni ogromną zrównoważoną energię wymaganą przez centra danych sztucznej inteligencji. Nie była jednak w stanie podać ani szacunkowej powierzchni terenów wiejskich, która byłaby potrzebna do montażu paneli słonecznych i turbin wiatrowych, ani kosztów alternatywnych rozwiązań, takich jak energia jądrowa.
Co więcej, nie wspomniano o konsekwencjach, jakie poniesie program budownictwa socjalnego w związku z zaangażowaniem siły roboczej i materiałów na potrzeby budowy proponowanej infrastruktury sztucznej inteligencji.
Ogólne wrażenie wynikające ze sprawozdania z konferencji jest takie, że rosnące publiczne przejawy niepokoju i wynikający z nich sprzeciw wobec narzucania nowej gospodarki cyfrowej są kwestią polityczną, którą powinny rozwiązać rządy. Przekonujące mantry w stylu „szansa, której nie można przegapić” i „dla dobra narodu” przypominają propagandę stosowaną kilka lat temu przez firmy wydobywcze pragnące uzyskać koncesje na eksploatację portugalskich zasobów mineralnych. Dzisiaj oczywiście wzywa się nas do deregulacji i przyspieszenia rozwoju nowej technologii, o której niewiele wiadomo.
W komunikacie prasowym wydanym 5 października Sam Altman stwierdził, że jego zdaniem świat powinien zaakceptować „złe rzeczy” związane ze sztuczną inteligencją w zamian za korzyści płynące z innowacyjnej technologii oraz możliwość posiadania przez ludzi podmiotu, który całkowicie zmieni ich kulturę na lepsze. Definicja „ludzi” nie jest jasna, ale można by wybaczyć założenie, że chodzi tu o elitę społeczną, lojalną wyłącznie wobec wartości cyfrowych, które powstają i pozostają w najwyższych kręgach.
UE musi oprzeć się zalotom tych oligarchicznych tytanów, którzy dążą do dominacji w jej obszarze w zakresie złożonej technologii, która twierdzi, że jest bezpieczna dzięki samoregulacji i wszechmocna dzięki pozornie niepokonanej potędze finansowej.
Bruksela zrobiła już niewielki krok w kierunku ochrony swojego kosmosu, przeznaczając 10 mld euro ze środków unijnych na inicjatywę utworzenia maksymalnie siedmiu „gigafabryk” sztucznej inteligencji, które uzupełnią istniejącą sieć dwudziestu mniejszych jednostek. Koordynacja oraz opracowanie dodatkowego kosztorysu, szacowanego na 20 mld euro, leżą w gestii Wspólnego Przedsięwzięcia „Euro High Performance Computing”, którego zadaniem jest zapewnienie, by suwerenność nad systemami sztucznej inteligencji tworzonymi na potrzeby zarządzania pozostawała wyłącznie w rękach UE.
Ta zasada autonomii zostanie poddana próbie w ramach ustawy o rozwoju chmury obliczeniowej i sztucznej inteligencji, która jest wnioskiem Komisji przedstawionym w czerwcu. Ma ona na celu uszeregowanie pod względem ważności poziomów bezpieczeństwa usług opartych na sztucznej inteligencji, tak aby te najbardziej narażone były kontrolowane i, miejmy nadzieję, znajdowały się w rękach Europejczyków.
Mimo to taka autonomia zawsze będzie zagrożona ingerencją ze strony dawnych sojuszników oraz rozkładem spowodowanym przez skłócone państwa członkowskie Unii, której brakuje statusu, autorytetu i siły federacji.
Całkowita niezależność od intryg „wspaniałej siódemki” amerykańskich korporacji i współczesnych gigantów z Chin jest niemożliwa w nowym, wspaniałym cyfrowym świecie. Dżin został już definitywnie uwolniony z butelki. Możemy jedynie mieć nadzieję, że ma on życzliwe usposobienie.









Follow us on social media