Czystsze powietrze, szybsze myślenie
Ciekawe badanie sugeruje, że powietrze w Twoim domu może mieć większy wpływ na Twoje myślenie, niż byś się spodziewał.
Spaliny samochodowe kojarzą nam się z problemem na zewnątrz. Wystarczy zamknąć drzwi wejściowe, nastawić czajnik, a powietrze staje się wyłącznie twoje. Jednak część zanieczyszczeń przedostaje się do środka – a czystsze powietrze w pomieszczeniach może w niewielkim, ale mierzalnym stopniu poprawić twoją zdolność myślenia.
Naukowcy z Somerville w stanie Massachusetts zrekrutowali 119 osób dorosłych w wieku od 30 do 74 lat, mieszkających w odległości do 200 metrów od głównych dróg. W każdym domu przez jeden miesiąc w sypialni i salonie działały oczyszczacze powietrza z filtrami HEPA, a przez kolejny miesiąc – identyczne urządzenia bez filtrów, w losowej kolejności, z miesięczną przerwą pomiędzy. Mieszkańcy nie wiedzieli, które urządzenie jest które.
Po każdym miesiącu uczestnicy wykonywali test na czas – polegający na łączeniu punktów przy jednoczesnym przełączaniu się między cyframi a literami, który mierzy elastyczność umysłową. Wśród 50 osób w wieku 40 lat i starszych średni czas wykonania zadania był o 12 procent krótszy po miesiącu z filtrem HEPA: 54 sekundy zamiast 61,4.
Szczera uwaga: cała grupa nie odnotowała znaczącej poprawy, podobnie jak w przypadku prostszego testu. Funkcje poznawcze były drugorzędnym wynikiem badania, podział według wieku został przeanalizowany dopiero później, a mniej niż dziesięciu uczestników miało ponad 60 lat. Jest to obiecujący impuls, a nie tarcza chroniąca starzejący się mózg.
Jest to jednak rzadkie odkrycie dotyczące mózgu, które ma praktyczne zastosowanie. Jeśli Twoje mieszkanie wychodzi na ruchliwą aleję – hamujące autobusy, przyspieszające skutery, samochody dostawcze pod balkonem – wiesz, jak blisko pokoju przebiega ruch uliczny. Odpowiedni oczyszczacz powietrza wiąże się z kosztami zakupu i wymiany filtrów, ale nie wymaga wprowadzania nowych nawyków. Bezpłatnym rozwiązaniem jest wietrzenie mieszkania, gdy powietrze na zewnątrz jest czystsze, a nie w godzinach szczytu.
Mózg robi dla nas bardzo wiele. Czystsze powietrze może być jednym z niewielkich gestów wdzięczności, którymi możemy się odwdzięczyć.
Cel onkologiczny, który w końcu uległ
Przez czterdzieści lat białko odpowiedzialne za większość nowotworów trzustki uznawano za nie do pokonania – w zeszłym tygodniu to się zmieniło.
„To nie jest lekarstwo, a mediana nie stanowi obietnicy dla żadnej konkretnej osoby. Jednak określenie »nieleczalny« stanowiło czterdziestoletnią barierę, a teraz w tej barierze pojawiły się drzwi”.
Niektóre wiadomości dotyczące zdrowia pojawiają się tak rzadko, że czyta się je dwa razy. Przez dziesięciolecia rak trzustki był diagnozą, której historia wydawała się niemal niezmienna. W zeszłym tygodniu to się zmieniło.
Ponad dziewięć na dziesięć przypadków gruczolakoraka przewodowego trzustki – najczęstszego typu – charakteryzuje się mutacją genu RAS. Przez czterdzieści lat naukowcy nazywali RAS „niemożliwym do leczenia”: gładkim, szybko zmieniającym się, pozbawionym oczywistych punktów zaczepienia dla leków. Chemicy nie przestawali próbować.
26 sierpnia FDA zatwierdziła daraxonrasib, pierwszy lek o szerokim spektrum działania ukierunkowany na RAS, przeznaczony do leczenia przerzutowego gruczolakoraka trzustki. Tabletka przyjmowana raz dziennie jest przeznaczona dla osób dorosłych, u których nowotwór był już wcześniej leczony.
W badaniu decydującym o zatwierdzeniu leku 500 osób, u których nowotwór rozprzestrzenił się po wcześniejszym leczeniu, zostało losowo przydzielonych do grupy otrzymującej daraxonrasib lub chemioterapię. Osoby przyjmujące tabletki żyły średnio 13,2 miesiąca, w porównaniu z 6,7 miesiąca w przypadku chemioterapii – czyli prawie dwa razy dłużej. U 30% pacjentów, a nie u 11%, zaobserwowano odpowiedź na leczenie, czyli prawie trzykrotnie więcej.

A teraz szczera część. Nie jest to lekarstwo, a mediana nie stanowi obietnicy dla żadnej konkretnej osoby. Często występowały skutki uboczne, w tym wysypka, owrzodzenia jamy ustnej i biegunka. Cena leku w Stanach Zjednoczonych wynosi aż 39 800 dolarów miesięcznie. Na razie jest on zatwierdzony tylko w Ameryce; europejski organ regulacyjny ds. leków rozpoczął przyspieszoną ocenę, ale w Portugalii lek nie został jeszcze dopuszczony do obrotu.
Dlaczego więc o nim piszę? Ponieważ „niemożliwość leczenia farmakologicznego” stanowiła czterdziestoletnią barierę, a w tej barierze pojawiły się teraz drzwi. Dla rodzin dotkniętych tą chorobą warto omówić tę kwestię z zespołem onkologicznym, w tym rozważyć, czy europejskie badania kliniczne lub drogi dostępu do leku są istotne.
Nadzieja, uczciwie oceniona, pozostaje nadzieją. W przypadku raka trzustki to prawdziwa wiadomość.
Siedem godzin to nie jest deficyt snu
Największe jak dotąd badanie dotyczące snu i starzenia się po cichu odeszło od zasady ośmiu godzin – a wiadomość ta jest bardziej optymistyczna, niż można by się spodziewać.
„Sen to nie egzamin, a siedem godzin to nie deficyt”.
W jakiś sposób osiem godzin stało się progiem zaliczenia w kwestii snu. Dziewięć to dodatkowe punkty; siedem wymaga przeprosin. Nic dziwnego, że leżymy bezsennie o 3 nad ranem, wykonując obliczenia: jeśli zasnę teraz, nadal zdążę przespać sześć i pół godziny. O tej porze budzik przy łóżku staje się małym księgowym o fatalnym podejściu do pacjenta.
Oto kilka uspokajających wiadomości. Naukowcy z Uniwersytetu Columbia wykorzystali dane z brytyjskiego banku danych UK Biobank, obejmujące około pół miliona osób dorosłych w wieku od 37 do 84 lat. Porównali oni deklarowaną przez uczestników długość snu z 23 szacunkami wieku biologicznego opartymi na wynikach badań obrazowych, białkach krwi i metabolitach.
W dziewięciu układach mózgowych i organizmu zegary wykazały wyraźną krzywą w kształcie litery U. Punkty wskazujące najmłodszy wiek biologiczny mieściły się w przedziale od 6,4 do 7,8 godziny, w zależności od narządu i płci. Oddzielne analizy wykazały, że sen trwający poniżej sześciu i powyżej ośmiu godzin wiązał się z większą liczbą chorób i wcześniejszą śmiercią niż sen trwający od sześciu do ośmiu godzin.
Nie oznacza to jednak, że sześć godzin i 24 minuty stały się nowym celem, ani że osiem godzin i jedna minuta są niebezpieczne. Jest to krzywa populacyjna, a nie zalecenie. W badaniu mierzono czas trwania snu, a nie jego jakość, regularność czy porę. Wykazano raczej związek, a nie przyczynę. Długi sen może również sygnalizować chorobę, depresję lub zaburzenia snu, a nie być przyczyną problemu.
Pocieszające przesłanie jest bardziej stonowane: około siedmiu godzin spokojnie mieści się w zakresie zdrowego snu. Oficjalne zalecenia nadal mówią, że większość dorosłych potrzebuje od siedmiu do dziewięciu godzin, a znaczenie ma również to, jak funkcjonujesz w ciągu dnia. Jeśli budzisz się naturalnie po siedmiu godzinach i czujesz się dobrze, nie jest to porażka wymagająca suplementów, aplikacji czy podcastu. O utrzymujących się zmianach lub zmęczeniu w ciągu dnia warto wspomnieć lekarzowi pierwszego kontaktu.
Dzisiaj w nocy, gdy o trzeciej nad ranem zaczną się obliczenia, odrzuć je. Sen to nie egzamin, a siedem godzin to nie dług.




Follow us on social media