Nie wiem jak wy, ale dla mnie niedziele są ostatnio strasznie nudne. Budzę się i zastanawiam się, jak, do diabła, mam zapełnić ten dzień, nawet tutaj, w słonecznej Portugalii. Widzicie, nie znoszę ogrodnictwa, a prace domowe nienawidzę jeszcze bardziej. Uważam, że psy śmierdzą, więc nie mogę też zabrać żadnego z nich na spacer. Niedzielna nuda sprawia, że mam prawdopodobnie najczystszy samochód w całym Algarve.
W każdym razie, kiedyś nie mogłem się doczekać, żeby w niedzielne popołudnie włączyć radio i posłuchać najnowszego zestawienia Top 20. Czy nowy singiel Davida Bowiego znalazł się w pierwszej dziesiątce? Czy ABBA awansuje o kolejne miejsce? Czy Queen w końcu zepchnęli kogoś z pierwszego miejsca?
Oczywiście wszystko to sięga czasów znacznie wcześniejszych niż moje, ponieważ brytyjska lista przebojów singli powstała w 1952 roku, kiedy to magazyn „New Musical Express” opracował listę 12 najlepszych utworów na podstawie danych o sprzedaży przekazanych przez sklepy muzyczne. Wkrótce stała się to lista 20 najlepszych utworów (a dokładnie w 1954 roku). W latach 60. „listy przebojów” stały się nieodłączną częścią brytyjskiej kultury popularnej. A potem wszystko to trafiło do telewizji dzięki programowi „Top of the Pops”. Przez ponad cztery pełne dekady czwartkowy wieczór oznaczał jedno: paradę dziwacznych fryzur, dziwacznych spodni, mnóstwa suchego lodu, długonogich tancerzy i ludzi udających, że śpiewają, a przy tym wyglądających na kompletnie przerażonych.
Pierwszy odcinek wyemitowano w Nowy Rok 1964 r., a na pierwszym miejscu znaleźli się The Beatles. W programie pojawili się również The Rolling Stones i Dusty Springfield. W latach 70., w okresie swojej największej popularności, program „Top of the Pops” przyciągał widownię liczącą prawie 19 milionów osób. Dziewiętnaście milionów! To nie jest liczba widzów telewizyjnych, to prawie dwukrotność liczby mieszkańców Portugalii!
Obejrzyj cały film tutaj 👇👇👇
Numer jeden
Kiedy więc dokładnie nastąpiła złota era brytyjskich list przebojów? Dobre pytanie. Odpowiedź zależy od wieku. Dla kogoś, kto dorastał w latach 60., była to era The Beatles, The Rolling Stones, The Kinks, The Who, Dusty Springfield, Motown i Cliffa Richarda. Dla pokolenia lat 70. byli to Bowie, Queen, ELO, ABBA, T. Rex, Slade, The Bee Gees, punk, disco i ogromna ilość dżinsów z rozszerzanymi nogawkami. Lata 80. przyniosły Madonnę, Michaela Jacksona, Prince’a, Duran Duran, Wham!, Culture Club i The Human League. A potem, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, nadeszły lata 90.: Oasis, Blur, Spice Girls, Take That, Robbie Williams i Nirvana – wszyscy oni mieli sens o 2 w nocy, ale znacznie mniej w zimnym świetle i trzeźwości dnia. Lata 2000 miały swoje własne gwiazdy: Beyoncé, Eminem, Coldplay, Britney, Rihanna, Lady Gaga i niezliczeni zwycięzcy telewizyjnych programów typu talent show.
Zniknęło
Program „Top of the Pops” ostatecznie zniknął z anteny w lipcu 2006 roku.
W tym czasie program już jednak borykał się z problemami. W 2003 roku BBC przeniosło go z kanału BBC One na BBC Two, ale nie odwróciło to tendencji spadkowej oglądalności. Ostatni regularny odcinek przyciągnął nieco poniżej czterech milionów widzów.
Czy zatem likwidacja programu „Top of the Pops” zabiła zainteresowanie listami przebojów? Cóż, nie do końca. Upadek programu „Top of the Pops” nie był sam w sobie przyczyną załamania się starej kultury list przebojów, był raczej jej symptomem. Zanim BBC wyłączyło program, internet już wszystko zmienił. Ludzie nie musieli już czekać do czwartkowego wieczoru, by zobaczyć swoje ulubione zespoły; mogliśmy oglądać teledyski w sieci, pobierać ulubione utwory, kupować muzykę bez wychodzenia z domu, a w końcu mogliśmy nawet odtwarzać strumieniowo wszystko, na co mieliśmy ochotę, kiedy tylko mieliśmy na to ochotę. Dawna kultura list przebojów opierała się na niedostępności. Mam na myśli to, że musieliśmy fizycznie wyjść z domu, aby kupić fizyczny album, a to kosztowało prawdziwe pieniądze. Udawaliśmy się do Woolworths, W H Smith lub lokalnego sklepu muzycznego, wydawaliśmy nasze cenne grosze i wracaliśmy do domu, trzymając w rękach siedem wspaniałych, lśniących cali cudownie namacalnego winylu.
Źródło: Unsplash; Autor: Anastasiya D;
Listy przebojów nie umarły, tylko ewoluowały
Organizacja Official Charts Company nadal istnieje i ma niezwykle duży wpływ. Współczesna oficjalna lista przebojów singli jest tworzona na podstawie ogromnej ilości danych dotyczących konsumpcji, uwzględniających zarówno sprzedaż fizyczną, jak i pobrania oraz odtworzenia w serwisach streamingowych. Organizacja twierdzi, że obejmuje ponad 99% konsumpcji singli w Wielkiej Brytanii i łączy dane z około 8 000 źródeł. Streaming stał się częścią listy przebojów singli w 2014 roku, co całkowicie zmieniło sposób obliczania wyników. Dzisiaj jedna osoba może słuchać tej samej piosenki dziesiątki razy. Miliony ludzi mogą robić dokładnie to samo, więc dane są nieco zniekształcone. Do 2022 roku strumieniowe odtwarzanie audio i wideo stanowiło 98,6% rynku singli, ale cała ta sprawa jest prawdopodobnie w mniejszym stopniu wydarzeniem kulturowym.
Dzisiejsze listy przebojów
Dawne listy przebojów opowiadały historię. Mogliśmy obserwować, jak utwór pnie się w górę i w końcu (miejmy nadzieję) osiąga pierwsze miejsce. Wszyscy znaliśmy pretendentów, nagrywaliśmy piosenki z radia, a jeśli Tony Blackburn ogłaszał, że nasz ulubiony utwór awansował o sześć miejsc, byliśmy zachwyceni. Dzisiaj jest mniej napięcia, bo mniej trzeba czekać. A to czekanie, co dziwne, było częścią zabawy.
Starsza część naszej społeczności emigrantów w Portugalii zrozumie to wszystko równie dobrze jak każdy inny. Przeżyliśmy przejście od płyt winylowych do kaset, od kaset do płyt CD, od płyt CD do plików do pobrania, a od plików do pobrania do streamingu. Niektórzy pamiętają czasy, kiedy jedynym sposobem na słuchanie brytyjskiego lub irlandzkiego radia w Portugalii było znalezienie odpowiedniego pasma na skali i modlitwa o sprzyjające warunki atmosferyczne. Teraz możemy słuchać Radio 1 w Algarve, zamawiając jednocześnie curry przez Uber Eats w Vilamoura.
Źródło: Unsplash; Autor: Dave Weatherall;
Czy listy przebojów powrócą?
Być może. Ale prawdopodobnie nie w takiej formie, jaką pamiętamy.
Zadziwiające jest to, że same listy przebojów przetrwały zaskakująco dobrze. Oficjalna lista singli nadal ukazuje się co tydzień. BBC Radio 1 nadal nadaje oficjalną listę przebojów w piątki. Jest nawet niedzielny „First Look at the Top 20”. Tak więc ta instytucja nie umarła.
Obecnie istnieją tysiące sposobów na odkrywanie muzyki. Serwisy streamingowe mają swoje własne playlisty. TikTok może zmienić mało znaną piosenkę w światowy hit, YouTube ma swój własny ekosystem, a radio konkuruje z podcastami. Listy przebojów nie mówią nam już, czego wszyscy słuchają, ale informują o dostępnych danych.
Czy zatem przywrócenie programu „Top of the Pops” sprawdziłoby się? Hmm? Prawdopodobnie nie. Przynajmniej nie w takiej formie, w jakiej istniał kiedyś. Wyobraźcie sobie dzisiejszych prezenterów przedstawiających wykonawcę na 37. miejscu, podczas gdy publiczność w studiu stoi za nimi, trzymając ogromne kartonowe litery. Ale z pewnością jest miejsce na coś podobnego? Prawdziwy telewizyjny program muzyczny, który traktuje listę przebojów jako wydarzenie, a nie algorytm.
Nostalgia
Gdzieś w tę niedzielę osoba w pewnym wieku będzie siedzieć przy radiu, odliczając od 20. Usłyszy pierwsze takty starego klasyka i przeniesie się z powrotem do sypialni z pomarańczowo-brązową kołdrą i plakatem kogoś, kogo fryzura wygląda dziś dość niepokojąco. Przez chwilę ta osoba znów będzie miała 17 lat. Na tym polega magia list przebojów – nigdy tak naprawdę nie chodziło w nich o liczby; chodziło o to, gdzie byliśmy, kiedy usłyszeliśmy TEN numer jeden. Żaden algorytm, żadna playlista ani serwis streamingowy nigdy nie zastąpią tego uczucia.







Follow us on social media